Ostatnia bitwa templariusza
Perez-Reverte Arturo
Ostatnia bitwa templariusza
Recenzja:
Kilkakrotnie już wspominany tutaj Arturo Perez-Reverte to pisarz i reporter, obecnie znajdujący się na emeryturze i raz w tygodniu bulwersujący Hiszpanów swoimi felietonami.
Perez-Reverte nie żywi nadmiernej sympatii do kościoła katolickiego. Ta doza antypatii przebrzmiewa w wielu jego książkach. Nie brakuje jej też w Ostatniej bitwie templariusza. Bohater powieści jest jednak przede wszystkim człowiekiem, a dopiero potem księdzem i to dość nietypowym. To raczej Jams Bond w sutannie – agent watykańskiego wydziału. Wprawdzie nie dysponuje żadnymi gadżetami, a jego przeżycia są nieco mniej sensacyjne, ale niewiele w nim z tradycyjnego duchownego. Jeśli zaś chodzi o piękne kobiety to… tego nie będę zdradzał przed czasem! Jego zupełnym przeciwieństwem jest stary proboszcz kościoła Matki Boskiej Płaczącej – kościoła, który podobno sam zabija ludzi, a przy okazji jest zawadą dla pewnego bankiera. Wszystko zaś zaczęło się od hakera, który włamał się do komputera samego Ojca Świętego.
Przy lekturze tej książki od razu nasuwa się skojarzenie z twórczością Dana Browna. W przeciwieństwie do niego Perez-Reverte nie popełnił tak banalnych błędów i nie powypisywał totalnych bzdur. W zasadzie nie udało mi się go złapać na żadnej nieścisłości, a mimo to książkę czyta się bardzo dobrze. Proponuję zatem, zamiast czytać niedouczonego amerykańskiego gryzipiórka, którym nie wiadomo dlaczego wszyscy się zachwycają, sięgnąć po naprawdę dobrą literaturę do jakiej zalicza się Ostatnia bitwa templariusza.
Stefan Benke
Zapowiada się całkiem nieźle,koniecznie muszę do niej zajrzeć.