Kot Simona na każdy dzień 2012
Kot Simona na każdy dzień 2012 słysząc to osoba, która ma nastawienie anty-kocie mogłaby rzecz - Koniec świata! choć nie wiem prawdę powiedziawszy czy kot Simona wybiera się się na polsko-ukraińskie mistrzostwa europy. Wracając jednak do idei samego kalendarza, to prawdopodobnie większość z Was już wie, że kot to stwór anty-pieski składający się z kota właściwego, futra, modułu mruczącego i sensorów świecących. Kot Simona na każdy dzień 2012 to dziesiątki nowych - nigdzie niepublikowanych - rysunków Simona Tofieda, najważniejsze święta (na przykład Dzień kota, Dzień czarnego kota - ktoś w ogóle spodziewał się jakiś innych?), nieprzebrane morze trafnych cytatów (na przykład “Kot znajduje się zawsze po niewłaściwej stronie drzwi” “Niedaleko pada kot od lodówki”, “Uderz w miskę, a kot się odezwie” ) - to wszystko znajdą Państwo w kalendarzu na 2012 rok, który serdecznie poleca Państwu księgarnia internetowa. Każdy dzień 2012 roku zacznie się od Kota Simona i na Kocie Simona się skończy!
Inaczej mówiąc - to pełnia szczęścia (można już zacząć mruczeć).
Komentarze (0)
Duchy przeszłości
Wszyscy codziennie zadajemy sobie pytania - od “W co mam się ubrać?” do “Co powinnam zrobić ze swoim życiem?”. Marilee Adams dowodzi, że rodzaj zadawanych pytań może mieć przemożny wpływ na szacunek do samego siebie, stosunki z ludźmi oraz karierę. Wprowadza pojęcie “
Dzisiaj nasza
Większość pewnie słyszała, że Marquez wybitnym pisarzem był. Nazwisko na pewno wielu jest znane, ale mało komu chciało się sięgnąć po tę niełatwą przecież prozę. Język tego pisarza nasycony jest wieloma emocjami otaczającego świat. W zasadzie jest skrupulatność miejscami doprowadza do pasji nawet wyjątkowo cierpliwego czytelnika. Muszę jednak przyznać uczciwie, że żadna proza swym dramatyzmem nie oddaje katuszy psychicznych bohaterów, jak właśnie przesadny dialog Marqueza. Nikt inny nie wywołuje w czytelnikach tych emocji jakie towarzyszą słuchaniu po raz setny historii beznadziejnego zakochania, które minęło dawno temu, nigdy nie znajdzie spełnienia. Zaś człowiek owładnięty afekcie przeżywa emocje z nim związane każdego dnia na nowo, niczym najpewniejszą sprawę na świecie.I choć
Może ktoś uzna, że to otarcie się o banał, ale jakoś trudno mi wyobrazić sobie, jak wyglądałaby nasza świadomość literacka bez sarkastycznego czarnego kota, który u boku Wolanda staje się niejako jedynym przejawem zwykłej ludzkiej sprawiedliwości. Pewnie będą i tacy, którzy nadal będą twierdzili, że
Jeden z wielu zbiorów felietonów Agnieszki Osieckiej będący, szczerym zapisem rozmów Agnieszki z sobą samą. Nie da się ukryć, że dla wielbicieli twórczości Osieckiej jest to dziełko obowiązkowe. Porusza w nim tematy dotyczące swego domu rodzinnego i dzieciństwa, wspomina o neurotycznej i despotycznej matce oraz wspaniałym ojcu. Pisze o studiach na Uniwersytecie Warszawskim i w łódzkiej “Filmówce”. O niezbyt udanych początkach pracy dziennikarskiej i szalonych latach w Studenckim Teatrze Satyryków w Warszawie, wyjazdach do Krzyży, ale również o swojej córce. Jest to książka w której Agnieszka zaprzecza sama sobie, tezom i opowieściom ze swych wcześniejszych felietonów w takich zbiorach jak Szpetni czterdziestoletni, Galeria Potworów i inne. Inaczej niż w uprzednich pozycjach spogląda na rolę ojca w jej życiu, który kazał jej poziomki jadać wyłącznie zimą w ramach fanaberii. 
